Tuesday, December 11, 2012

Kolagenowa maska straszyciel

Wczoraj tak jak planowałam zrobiłam sobie kolagenową maseczkę.. Właściwie maskę.. Maskę straszyciela.
Zupełnie niewinnie i miło wygląda w swoim opakowaniu z ładną, tajemniczo niczym Mona Lisa uśmiechniętą panią.


Maska jest z bawełniano-flizelinowego materiału, bardzo mocno nasączonego płynem kolagenowym. Kumuluje się na dnie opakowania i trzeba ją rozłożyć.



Trzeba uważać, żeby przy rozkładaniu nie "wykapać" z niej zbyt dużo płynu.


Maska składa się z dwóch części. Jedna mniejsza część na brodę, usta i żuchwę (posiada otwór na aparat mowy, ale jest on zbyt wąski, żeby wygodnie mówić..) Druga duża część maski zaczyna się od dołu policzków i sięga aż po linię włosów nad czołem. Posiada dwie miłe dziury na oczy i przewiewną klapkę na nos.


Dosyć łatwo się ją nakłada, pomojając szok termiczny jakiego doznałam przy kontakcie ze skórą. Zaczęłam od dolnej części. Górną udało mi się nałożyc równie łatwo. Maska ładnie przylegała do skóry, bo była bardzo obficie nawilżona. 


Zastanawiam się jakiego określenia użyć, żeby nazwać wyraz mojej twarzy.. Hmmmm.. Wiem jedno- było mi piekielnie zimno przez całe 20 minut. Tak samo zimno przy przykładaniu maski do twarzy pierwszy raz i tak samo zimno przy jej zdejmowaniu. Ciepło skóry nie zdołało ogrzać powierzchni materiału i płynu kolagenowego.. 


Patrzyłam na siebie i chciało mi się śmiać, bo przypominały mi się wszystkie stare horrory z bohaterami w takich właśnie maskach.. Co się uśmiechnęłam- maska luzowała przyczep przy otworze na usta i cały czas musiałam się przyklepywać. 

Moje wrażenia:

*Proces przygotowania maski do nałożenia na twarz nie jest skomplikowany. Trzeba wszystko porozkładać i postarać się, żeby za dużo cennego kolagenu nie rozchlapało się dookoła.

*Moment nakładnia jest przerażający (zimność). Mega niska temperatura maski przez cały czas kontaktu ze skórą twarzy jest bardzo niemiła. Może latem sprawiłoby to więcej przyjemności. 
Następnym razem spróbuję jakoś całość podgrzać przed nałożeniem..

*Czas trzymania maski na twarzy 15-20 minut polecam przeczekać bez mówienia, uśmiechania się i poruszania mięśniami twarzy, bo maska ma tendencje do odczepiania się od skóry.

*Po zdjęciu maski buzia była wygładzona, miękka i miła w dotyku.

Takie oto miałam doświadczenie z maską straszycielem.



                          Buziak!

1 comment:

  1. Zabawnie wyglądasz :) Gdy ja miałam maskę w płatach wyglądałam jak morderca z horroru :D

    ReplyDelete

Dziękuję za każdy komentarz.
Wasze zdanie jest dla mnie ważne.

Cenię sobie konstruktywną i solidnie argumentowaną krytykę. Lubię komplementy ;)

Pamiętaj, wszystko co kiedyś powiesz i napiszesz- prędzej czy później okrąży świat i do Ciebie wróci. Wykorzystaj to mądrze. Szanuj swój i mój czas.

Wszystkie anonimowe komentarze, które są złośliwe i obraźliwe będę traktowała jako spam.

Buziak!