Wednesday, January 2, 2013

Chinese buffet

Zastanawiałam się, czy temat jedzenia jest na tyle interesujący, żeby pisać o tym posty :)
Myślę, że jest :) Lubię jeść. Mieszkając tutaj kilka lat znaleźliśmy miejsca, które bardzo lubimy i do których wracamy. Jednym z nich jest chiński bufet.
Bufety w USA to osobny rodział życia :) Pamiętam mój pierwszy raz.. Na początku wstydziłam się wstać i pójść po dokładkę a potem tak się rozkręciłam, że zjadłam tyle, że całą noc było mi niedobrze.. Ehhhh.. 
Od tego czasu wiele się zmieniło.. zmądrzałam i nabrałam sporego doświadczenia.



Na czym polega idea All You Can Eat Buffet w USA

Bufety tutaj wyglądem przypominają to co w Polsce potocznie nazywamy szwedzkimi stołami. W bufecie jest takich stołów kilka. Są stoły z gorącymi daniami, zimnymi daniami, sałatkami, deserami, owocami itp.
Wchodząc do bufetu płaci się określoną sumę (zazwyczaj uzależniona jest od pory dnia: śniadania są najtańsze, lancze droższe i obiady najdroższe). W przypadku naszego bufetu chińskiego za obiad płacimy $12,99 za osobę dorosłą i $2,99 za trzyletnie dziecko.
Po zapłaceniu zostajemy zaprowadzeni do stolika. Nikt nie czeka aż wybierzemy jedzenie z menu, bo tu nie ma takiego czegoś jak menu. Tu są gotowe dania na szwedzkich stołach. Gorące i pyszne :) Jednorazowa cena przy wejściu upoważnia nas do zjedzenia tyle na ile mamy ochotę (pod żadnym jednak pozorem nie można nic do jedzenia ze sobą wynieść po skończonym posiłku). Możemy iść po dokładkę tyle razy ile mamy ochotę i nałożyć sami na własny talerz to co chcemy i ile chcemy (oczywiście nie należy przesadzać, bo w dobrym tonie jest zjedzenie wszystkiego).
Zapraszam Was na dzisiejszy obiad w naszym ulubionym chińskim bufecie Royal Buffet :)
Przepraszam za kiepską jakość zdjęć, ale nie chciałam się afiszować z fleszem, bo robienie zdjęć jest czasami niezbyt mile widziane..


moje ukochane sushi dla cieniasów :) (w miseczce na środku wasabi i sos sojowy)


świeży ogórek i serek śmietankowy zawinięty w wodorosty i ryż


małe krewetki i kawał ryby


biały ryż, ryż z warzywami, smażony wonton z nadzieniem serowo-krabowym i frytki


smażony w głębokim tłuszczy wonton z nadzieniem ze śmietankowego serka i mięsem krabowym (pychota)


od prawej krewetki, na górze małże, na dole muszla pod pieżynką z sera w centrum spring rolls, czyli takie jakby 'sajgonki' nadziewane warzywami i smażone w głębokim tłuszczu


krewetki, małże, spring rolls


małże :)


małża (małż) zapiekana/y z serem


małże raz jeszcze (kiedyś zbierałam muszelki, ale już mi przeszło :)


moje ulubione:
smażone wontonowe kieszonki serowo-krabowe, pierożki imbirowe z mięsem, chińskie pierożki sakiewki imbirowe z mięskiem, kurczak w pomarańczach i kurczak pikantny


chińskie sakiewki z imbirem i mięskiem, obok chińskie dumplings czyli pierogi mięsne (oczywiście imbirowe)


zoom na smakołyki serowo-krabowe


po prawej kurczak w pomarańczach (na słodko) po lewej ostry kurczak


kraby


kraby (zdjęcie z fleszem)


moja ulubiona zupa hot and sour (ostro-kwaśna) z płatkami papryczki chili mega ostra :)


kolejna wyprawa po sushi dla cieniasów :) plus krewetki w czosnku :)



trzeba się pogimnastykować, żeby obrać wszystkie niejadalne części


nie przepadam za krewetkami, za to moja córcia i mój małżon mogą je jeść tuzinami


:)


talerz przerywnik, czyli skrzydełka i frytki 


jedyna postać krewetek, którą akceptuję :) smażone w chrupiącej panierce 'panko'
orientalna zielenina pak choy (bak choy), pusta muszla ostrygi :) oraz sezamowa kuleczka z nadzieniem figowym :)


zdjęcie z fleszem


bardzo lubię te sezamowo-figowe kuleczki


środek na słodko


deser! owoce, galaretka i ptysie (takie jakby mini- karpatki)


obowiązkowa część bufetowania


ciasteczko z wróżbą


oto nasze wróżby :)


Dajcie znać, czy interesują Was takie posty :) Może w przyszłości napiszę o innym ulubionym miejscu :)

Buziaki!


15 comments:

  1. Boję się tej krewetki. :)Ja czasami zaglądam do chińskich bufetów, ale nie jest to moja ulubiona "restauracyjka". -_- Ps. Dodaję się do obserwatorów.


    kosmetyczka-kamy.blogspot.com/ <--- NOWE POSTY!

    ReplyDelete
  2. kiedyś z ciekawości zamówiłam krewetki - nigdy więcej! Ani krewetek ani innych owoców morza;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też nie moja bajka. Kwestia gustu, mój małżon oraz dziecina jedzą je namiętnie. :) Pod każdą postacią..

      Delete
  3. O matko ile jedzenia! Posty o żarciu zawsze spoko, pamiętaj :) Mnie kraby brzydzą bo czytałam ,że wrzuca się je na żywca do wrzątku.. a smaku krewetek jestem ciekawa, obserwuję:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Faktycznie kraby wrzucają na żywca do wrzątku. Tak jak większość owoców morza..
      Krewetki są dla mnie bardzo gumiaste, smakują specyficznie.. Jak ryba i kurczak z odrobiną mułu? :D
      Witam w Kocim Kąciku :)

      Delete
  4. ooo, mnie bardzo interesują posty o jedzeniu, bo uwielbiam jeść, i to im dziwniejsze rzeczy tym lepiej :)
    ale nie powiem, dobiła mnie cena- w Krakowie za taką cenę to masz co najwyżej przystawkę i deser w jakiejś knajpie (samo drugie danie zawierające jakieś mięso to koszt ok. 50zł). Cena owoców morza już w ogóle zabójcza jest, a zazwyczaj to i tak są krewetki koktajlowe ;/ I znam jedno miejsce, gdzie raz w tygodniu jest taki właśnie szwedzki bufet- koszt to chyba 130zł od osoby...

    ReplyDelete
    Replies
    1. to jest właśnie smutne.. ceny w Polsce mnie bardzo przerażają.. i dobijają zarazem.
      tutaj owoce morza wyławia się z oceanu na miejscu niemalże (i pewnie dlatego cena jest jaka jest). mieszkam niecały kilometr od plaży :) (muszę napisać posta o oceanie)

      Delete
  5. pychotka!
    też lubiłam jadać, jak bywałam w Stanach.
    Kojarzę jeszcze lody i pizze :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. pizza jest w każdym bufecie niezależnie od jego 'tematu smakowego' :) tylko my jej nie jemy :) bo to zazwyczaj typ mrożonki odgrzewanej w mikrofali ;)
      maszyna do lodów też jest :) lubię sama sobie od czasu lodzika ukręcić :)

      Delete
  6. Oj Kasiu, ale mi się jeść zachciało :)
    Nie lubię gotować, ale dobre jedzonko lubie jak najbardziej spożywać ;)

    Mieszkając jakiś czas temu w Londynie czasem stołowałam się w podobnych przybytkach. Jeden nazywał się Mr Au a drugi Mr Wu i znajdowały się w okolicach Covent Garden i Leicester Sq. Jeść można było na tej samej zasadzie za 5 funciaków.
    Niestety już ich nie ma, ale w chińskiej dzielnicy w Londynie wciąż można zjeść pyszną chińszczyznę za przyzwoitą cenę.

    Ceny w Polsce niestety są dobijające. Nie znam w Warszawie dobrej chińszczyzny w rozsądnej cenie, ale może o czymś nie wiem..

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mi też zawsze chce sie jeść jak patrzę na chińskie jedzonko :)
      Nie jadłam w Polsce dobrej chińszczyzny jeszcze..
      Za to w Szczecinie jest rewelacyjna indyjska restauracja Bombay :D mmmmmmmm.. Tylko cena jedzenia jest zdecydowanie dobijająca..
      Niestety..

      Delete
    2. No własnie słyszałam, że Bombay jest świetny ale ceny zabijają.

      Delete
  7. Ale pyszności (z wyjątkiem owoców morza do których nie mogę się przekonać ;P)
    Uwielbiam sushi ale niestety w Polsce trochę to kosztuje, powinien powstać bufet z azjatyckim jedzeniem, chodziła bym tam codziennie :D:D:D

    ReplyDelete

Dziękuję za każdy komentarz.
Wasze zdanie jest dla mnie ważne.

Cenię sobie konstruktywną i solidnie argumentowaną krytykę. Lubię komplementy ;)

Pamiętaj, wszystko co kiedyś powiesz i napiszesz- prędzej czy później okrąży świat i do Ciebie wróci. Wykorzystaj to mądrze. Szanuj swój i mój czas.

Wszystkie anonimowe komentarze, które są złośliwe i obraźliwe będę traktowała jako spam.

Buziak!