Showing posts with label The Body Shop. Show all posts
Showing posts with label The Body Shop. Show all posts

Thursday, July 3, 2014

Kosmetyki z Ameryki czyli rozdanie u Cat (odsłona 4)

Rozdanie numer cztery.
Tym razem czekaja na Was niespodzianki The Body Shop, Lip Smacker, Yankee Candle oraz jedno z moich ręcznie robionych, naturalnych mydełek.




Zasady są proste.
Wystarczy być publicznym obserwatorem mojego bloga.
Będzie mi niezmiernie miło jeśli udostępnisz informację o rozdaniu (na swoim blogu, Facebooku, Instagramie itp)
Rozdanie trwa do końca lipca 2014.

Szczegóły:


balsam do ust Lip Smacker o smaku jednego z najulubieńszych napojów w USA- Dr Pepper
miniaturka kremu na dzień The Body Shop z serii Nutriganics


naturalne mydło robione przeze mnie :) metodą na zimno z płatkami owsa i makiem o delikatnym zapachu mleka i miodu (mydło ma właściwości peelingujące i masujące)

tarta zapachowa Yankee Candle o zapachu Pomegranate Cider
Wszystkie rzeczy i kosmetyki są nowe, nieużywane, zrobione oraz kupione przeze mnie w USA.
Wysyłka na terenie Polski.

Proszę zgłaszać się pod tym postem do 31 lipca 2014 do północy.

Obserwuję jako:

Link do udostępnienia rozdania:

baner
Powodzenia!
Buziaki!

Saturday, June 29, 2013

róże do policzków- moja kolekcja

Postanowiłam ogarnąć moją kolorówkę. Z czasem będę robiła przegląd i podsumowanie wszystkich grup kosmetyków kolorowych które posiadam. Dla siebie i dla Was :)
Bardzo często jest tak, że dopóki nie poświęcimy czasu i nie ogarniemy tego co mamy, tak naprawdę nie orientujemy się w ilości ani jakości posiadanych przez nas rzeczy.
Róże idą na pierwszy ogień.
Wiecie, że dopóki nie pozbierałam wszystkich do zdjęcia nie wiedziałam, że mam ich tak dużo?


przecudny róż Catrice, który dostałam od Stri
limited edition C01 Colour Bomb

przepięknie pachnie, a po połączeniu odcieni otrzymujemy delkitany rozświetlający efekt

jest delikatny i możemy budować jego intensywność

róż Be a Bombshell w kolorze Sweet Cheeks

mocno napigmentowany z satynowym wykończeniem
dostałam go w Glam Bag

(na dole)
trzeba uważać, żeby nie przedobrzyć z intensywnością

brzoskwiniowy róż Bell, który dostałam od Gosi Eski Floreski

na opakowaniu nie ma numeru, ale z tego co kojarzę na kartoniku był numerek 01

cudna brzoskwinia na samym dole
mój pierwszy w życiu róż
Physicians Formula Cashmere Wear kolor Natural

delikatnie napigmentowany, można nim dowolnie budować kolor
świetnie się sprawdził jako pierwszy kosmetyk tego typu

połączenie obu odcieni na samym dole
kremowy tint do ust i policzków Ready For Boarding numer 01
prezent od Stri

bardzo intensywny kolor, który nosiłam do tej pory na ustach

na samym dole
jest bardzo intensywny i jeszcze nie dojrzałam do tego, żeby użyc go jako różu
The Body Shop
Tailored Cheek Tint w kolorze 01 hot pink

kolejny tint w kremie z pędzelkowym aplikatorem
kolor jest bardzo delikatny i prawie przejrzysty

według mnie ma niebieskie i fioletowe podtony
dwa w jednym czyli róż i bronzer NYX w kolorze nr 12 Dare

jeśli chcę użyc go jako róż mieszam dwa różowe odcienie (prawy górny i środkowy) 
efekt na samej górze
dopóki nie zebrałam wszystkich w jedno miejsce, nie zdawałm sobie sprawy z ilości różów które mam 

większości używam bardzo regularnie
zestawienie wszystkich razem
Dziękuję za miłe słowa pod wczorajszym postem :* Czuję się odrobinkę lepiej. Zdaję sobie sprawę, że powrót do sił i całkowitego zdrowia zajmnie mi jeszcze dzień lub dwa. Jestem szczęśliwa wiedząc, że jesteście ze mną myślami 
Buziaki!

Wednesday, February 13, 2013

Gifty, prezenty, podarki (urodziny w walentyny)

Urodziny.
Ostatni rok z dwójką z przodu :)
Już nie taka pierwsza młodość, ale jeszcze nie starość..
Zamiast tortu robię mega michę z bitą śmietaną i drugą michę pełną truskawek i malin. 

W dorosłym świecie tak to bywa, że zazwyczaj nie czeka się ze wszystkimi prezentami do urodzinowego poranka ;)
Część prezentów już mam, używam i mało tego bardzo je lubię.



 Mój pierwszy ajfon w życiu. Serio. Od Męża. To smartfon, którego nazwałam ajfon ;)
Do tej pory miałam różową Motorolę, która przeżywszy lat 6 jest jeszcze w całkiem niezłym stanie ;) ale nie robi szpiegowskich zdjęć..
Spójrzcie jak profesjonalnie nakleiłam ochronną folię na ekran.. Ciekawe czy ktoś kiedyś na świecie nakleił ten wynalazek bez bąbelków ;)

Lubię lawendowy kolor, więc nie miałam problemów z wyborem obudowy :)



Tę grupkę kupiłam sobie sama :) Moja pierwsza baza pod cienie ever. Trzy rodzaje cieni wet'n'wild.


pojedyńczy 250A Sugar


kremowy beż Pixi



paletka Color Icon w kolorze Sweet As Candy


Nuszkis nie byłaby sobą, gdyby nie skontrolowała postępu sesji zdjęciowej


zaglądamy do torby The Body Shop :)


W The body Shop jest taki myk, że można wykupić za $10 kartę członkowską Love Your Body (czy cośtam podobnego). Karta ważna jest rok od dnia zakupu. Przy każdych zakupach w sklepie TBS albo na stronie www, posiadacze tej karty otrzymują 10% zniżki (nawet jeśli w sklepie i na stronie www są jakieś promocje- zawsze jest dodatkowe 10%) TBS daje każdemu posiadaczowi karty również prezent na urodziny wartości $10. Można sobie coś wybrać za dyszkę, albo zrobić większe zakupy i odjąć $10 z całej sumy. Na początku chciałam wybrać sobie coś większego, ale potem stwierdziłam, że jak się rozpędzę, to zrobi się niebezpiecznie ;) Zdecydowałam, że nie przekroczę podarowanych mi przez TBS dziesięciu dolarów :)

Tu chciałam zaznaczyć, że według mnie dla kogoś mieszkającego w USA taka karta jest zbytkiem ;) Z pewnością nie będę kupowała kolejnej za rok. Dlaczego?  Nie oszukujmy się, kosmetyki TBS są drogie. Szczególnie jak kupujemy je w firmowym sklepie. Przez internet dochodzą koszty wysyłki (chyba, że zamówienie będzie powyżej $50).
Teraz uwaga: ROSS, Marshalls, HomeGoods, TJ Maxx, Nordstrom Rack- wszystkie te outlety mają w swojej ofercie produkty The Body Shop. Produkty, które są przecenione przynajmniej 50%. Bum! 
Może są osoby, które namiętnie i natarczywie zaopatrują się we wszystkie TBSowe cuda.. Ja do nich nie należę :)
Niemniej jednak z przyjemnością skorzystałam z mojego prezentu :)

Pojechałam do najbliższego sklepu i wybrałam sobie....

dwa żele pod prysznic (były w promocji $5 każdy)
jako urodzinowy bonus dostałam kolejny żel pod prysznic i próbki


kwiatowy Moringa 

kremowy kokosowy (love forever uwielbiam, zastanawiam się, dlaczego nie wzięłam dwóch kokosowych..)


bonusowy White Musk


trzy próbki
truskawkowy scrub
zielona maseczka tea tree
biały różany krem do rąk


miła kartka urodzinowa :)


od  rodziców (dzięki Mamuś)


chusta :) uwielbiam chusty!
cudne kolory :)


kiedys przebąkiwałam, że marzy mi się długi naszyjnik z lupą..
lupę już mam :) resztę bez problemu dorobię :)


 złote kolczyki z miętą i łososiem ;)


love


I ostatnia niespodziewajaka :)
Dwa tygodnie temu słuchałam radia RMF (jedyne radio jakiego tu słucham- przez internet).
Podczas trwania POP listy słuchacze mogli wysyłać smsy na temat co ich wkurza i wygrywać płyty. 
Momentalnie się wkurzyłam, że nie mogę wysłać smsa do Polski. Wysłałam więc maila do pana Darka prowadzącego, że wkurza mnie, że nie mogę wysłać smsa o tym co mnie wkurza ;)
Pan Darek przeczytał mojego maila na antenie i powiedział, że wygrałam płytę :) 
Dzisiaj przyszła :)

Yeah! Będę miała czego słuchać w samochodzie :)


Jutro powinna przyjść lutowa Glam Bag.


W kolejnym poście poczęstuję Was moim nietortem ;)
Lubicie truskawki, maliny i bitą śmietanę?

Buziaki!