Thursday, September 5, 2013

ulubieńcy ostatnich tygodni- sierpień 2013 YouTube

Zapraszam Was dzisiaj na filmik z ulubieńcami ostatnich tygodni :)



W filmiku opowiadam o:
kolekcji mini lakierów ORLY I ❤ NAILS
POP Beauty 'pouty pop crayon' w kolorze Coral Crush
Bath & Body Works aromatherapy eucalyptus spearmint body wash & foam bath
Escada TAJ SUNSET eau de toilette
Dezodorancie w chusteczce Deo fresh CLEANIC
Maybelline the Colossal Volum' Express Waterproof
Physicians Formula Shimmer Strips
Gel Cream Liner for Brown Eyes
Yves Rocher Waterproof Eye Pencil 05 Turquoise
szamponie John Frieda Sheer Blonde color renew tone correcting do włosów farbowanych
odżywce John Frieda Sheer Blonde color renew tone correcting do włosów farbowanych
woskach do podgrzewaczy ScentSationals
all natural pure premium coconut water ZICO (wersja w kartonach)
WACHLARZU

Zapraszam:


Buziaki!

Tuesday, September 3, 2013

moja kolekcja: kremy BB

Przyszedł czas na moją kolekcję kremów BB.
Mam dwa kremy BB i jeden tinted moisturizer. Oba kremy BB są koreańskie, kupiłam je w internetach. Krem koloryzujący Physicians Formula kupiłam w drogerii.
Jestem zadowolona ze wszystkich trzech kremów. Są podobne w kryciu, ale troszkę się różnią konsystencją oraz kolorem.




Różowy SKIN79


Krem znajduje się w bardzo wygodnym i poręcznym różowym opakowaniu z pompką, która się nie zacina i dozuje tyle produktu ile jest nam potrzebne (zależnie od siły nacisku).
Mój krem miał bliskie spotkanie z rozlanymi perfumami w kosmetyczce i literki BB uległy częściowemu starciu :(

Cenię w nim to, że zapewnia ochronę przeciwsłoneczną. SPF 25 to już konkretny numerek.
Po nałożeniu na twarz warto poczekać kilka minut aż krem stopi się z kolorem skóry. Na początku zawsze mam wrażenie, że kolor jest szaro-ziemisty, ale po jaimś czasie to wrażenie ustępuje i cera wygląda jaśniej. Krem nie utlenia się i nie ciemnieje.


Nie zauważyłam wybitnego działania przeciwzmarszczkowego ;)


Krycie jest typowe dla kremów BB. Lekkie do średniego.

Pompkę łatwo jest utrzymać w czystości. Wystarczy delikatnie przetrzeć ją po każdym użyciu.


Próbka koloru na wewnętrznej stronie mojego przedramienia, które jest troszkę jaśniejsze od mojej twarzy :)

Krem w akcji na mojej buzi można zobaczyć TUTAJ w styczniowym poście o różowym SKIN79

LEBELAGE 3 Effect BB

Kupiłam go przez przypadek. Jest to pierwszy krem BB z jaki miałam do czynienia. Od samego początku planowałam kupić różowy krem SKIN79. Podczas interneowych zakupów otworzyłam kilka zakładek w przeglądarce a w każdej z nich inną wersję kremu BB. Między innymi różowy krem SKIN79 w tubce o mniejszej pojemności niż ten w walcowym opakowaniu. I właśnie ten tubkowy SKIN79 miałam sobie kupić. Zamiast niego kliknęłam jednak różową tubkę Lebelage. 
O pomyłce zorientowałam się kilka dni po zakupie, kiedy krem był już w drodze z Korei..

Dałam mu szansę i się nie zawiodłam. Lebelage jest zdecydowanie gęstszy niż różowy SKIN79. Jest również odrobinę ciemniejszy. Ładnie pachnie i daje mocniejsze krycie. Jego kolor stapia się z moją karnacją i nie utlenia z biegiem czasu. Ma wysoką ochronę przeciwsłoneczną SPF40.

Krem znajduje się w miękkiej plastikowej tubce z nakrętką.


Na opakowaniu widnieją koreańskie znaki i nijak nie potrafię ogarnąć co tam jest napisane ;)

Nuszkisława :3


Dziurka na końcu jest dosyć spora, ale jeszcze nie zdarzło mi się wycisnąć zbyt dużo produktu.


Na górze SKIN79, na dole Lebelage.

Organic Wear Tinted Moisturizer Physicians Formula


Zanim zaczęłam moją przygodę z prawdziwymi kremami BB używałam kremu koloryzującego z Physicians Formula. Organic Wear Tnited Moisturizer ma bardzo lekką formułę i jest delikatnie kryjący.

 Mój kolor to Light to Natural (z tego co mi się wydaje jest to najjaśniejszy z dostępnych odcieni)


Na opakowaniu nie ma składu. Tubkę kupiłam w pudełeczku i tam producent postanowił umieścić składniki.
Krem bardzo intensywnie pachnie lawendą (zawiera olejek lawendowy) i alkoholem (w składzie ma niestety alkohol- co trochę kłóci się dla mnie z nawilżaniem). Moja normalna/sucha skóra na początku miała problemy z przesuszaniem, ale po kilku użyciach na tyle przyzwyczaiła się do składu, że teraz nie ma żadnych niemiłych historii.


Krem ma SPF15, czyli bardzo delkiatną ochronę przeciwsłoneczną.


Opakowanie posiada malutką dziurkę, która dozuje tyle produktu ile jest nam potrzeba. Przed użyciem trzeba wstrząsnąć tubką, żeby wymieszać zawartość.


Tak odcień kremu (na samym dole) prezentuje się w porównaniu z kremami BB.


Po delikatnym roztarciu, ale wciąż w bardzo grubych warstwach moje wszystkie kremy prezentują się tak:


Używacie kremów BB? Może macie te same co ja :)
Dajcie znać jakie są Wasze doświadczenia.



Buziaki!

Monday, September 2, 2013

najczerwieńsza czerwień jaką miałam na paznokciach- ORLY monroe's red

Trzecia z czterech miniaturek lakierów Orly.
Przepiękna, soczysta czerwień. Kolor jest tak intensywny, że jedna warstwa daje pełne krycie. Na paznokciach mam jednak dwie warstwy, bo zawsze czuję się pewniej z dwoma. Na wierzch nałożyłam jedną warstwę top coat Sally Hansen Insta-Dri.









zdjęcie z fleszem




Buziaki!


Sunday, September 1, 2013

jedziemy po zioło

Zrobiłam fasolkę po bretońsku. Pod koniec gotowania, kiedy przyszedł czas na majeranek i sięgnęłam po niego do szafki, okazało się że majeranku nie ma.. Podjechałam do najbliższego sklepu po ostatni kluczowy składnik. Wróciłam z pęczkiem żywego zielska, bo okazało się, że ten suszony zniknął z półek kilka tygodni temu i nie zapowiada się na kolejną dostawę.. Nic to- pomyślałam, i zabrałam się za siekanie listków..
Przy jedzeniu nasze miny były nietęgie, bo okazało się, że żywy majeranek nie jest wyczuwalny a fasolka po bretońsku nie ma smaku fasolki po bretońsku, tylko czegoś pomidoropodobnego z fasolkami i kawałkami mięsa.. Tego samego dnia podzieliłam wielki gar fasoli na dwie mniejsze porcje i włożyłam do zamrażalnika do czasu aż znajdę normalny, suszony majeranek.
Od tamtego czasu przy każdej wizycie w jakimkolwiek sklepie zapuszczałam się w przyprawową alejkę i szukałam magicznych listków.. Dwa tygodnie bezowocnych łowów.
Kilka dni temu byłam w sąsiednim mieście załatwić parę spraw. Po drodze miałam ROSS (do którego też weszłam, ale tym razem nie widziałm nic godnego uwagi) i sklep ze zdrową żywnością Sprouts. Zazwyczaj do niego nie wchodzę, bo nie jestem raczej 'organiczna' ani 'koszerna' jeśli chodzi o jedzenie, ale coś mnie podkusiło i postanowiłam się rozejrzeć.
Pod sam koniec zakupów przypomniała mi się moja majerankowa misja i udałam się na poszukiwanie przyprawowej alejki. To na co się natknęłam przerosło moje najśmielsze przyprawowe marzenia.
Przede mną ukazała się ściana z kilkudziesięcioma słoikami wypełnionymi najróżniejszymi przyprawami. Pośrodku stała mała waga i leżały małe woreczki. Cała zabawa polega na tym, że bierze się mały woreczek i wsypuje do niego tyle wybranej przyprawy ze słoiczka ile się potrzebuje :) Potem trzeba tylko przepisać kod przyprawy na małą karteczkę dołączoną do zamkięcia woreczka (żeby było łatwiej przy kasie).
Na kazdym słoiczku jest inna cena, więc nie można robić miksu przypraw w jednym woreczku tylko każdą przyprawę pakować osobno.
Po tylu dniach poszukiwań nareszcie znalazłam majeranek! I nie dość tego spędziłam kilkanaście minut na oglądaniu innych przypraw, których do tej pory nie widziałam nigdzie indziej. Rewelacja! Z pewnością jeszcze niejeden raz odwiedzę alejkę z przyprawami w Sprouts.
Oprócz majeranku kupiłam też białą szałwię, którą przesypałam do lnianego woreczka i powiesiłam w pokoju (biała szałwia dobrze wróży i chroni przed nieprzychylnymi myślami i urokami)

Mam dla Was kilka zdjęć :)


na najniższej półce były również herbaty

ceny są za uncję (około 30 gramów)



malutka waga

długopis i karteczki  na kod w pojemniczku

mój majeranek <3
kosztował 39 centów :D

Buziaki!