Dzisiaj będzie krótka historia o woskach Yankee Candle. Właściwie historia o tym jak traktowani są klienci, którzy mają problem z jakością kupionych produktów.
Zacznijmy od samego początku.
Jak wiecie dwa tygodnie temu przyszło moje
pierwsze w życiu zamówienie z Yankee Candle. Skuszona samymi pozytywnymi recenzjami na blogach i w internetach postanowiłam sama własnym nosem potwierdzić jak prawdziwe są te opinie. Do tej pory topiłam woski zapachowe dostępne w sklepie Walmart. Mam o nich jak najlepsze zdanie. Są świetne. Za $1.99 (cena regularna) kupuję opakowanie z 6 kostkami woskowymi- każda kostka starcza na jedno topienie (na upartego można podgrzać ten sam wosk jeszcze raz ale ja lubię intensywne zapachy więc nie męczę wielokrotnie ani wosków ani swojego nosa).
Rozpieszczona walmartowymi woskami z utęsknieniem czekałam na moją przesyłkę. Kupiłam 22 tarty Yankee Candle przez internet bezpośrednio z ich strony. Dwa promocyjne zestawy (letni i bożonarodzeniowy) po 10 tart w każdym ($8 za zestaw) i dwie tarty z aktualnej oferty w regularnej cenie za $1.99
Kiedy zamówienie z YC wreszcie do mnie dotarło- z niecierpliwością wybrałam pierwszą tartę (Sun & Sand), podzieliłam na 4 części i jedną z nich włożyłam do kominka. Zapaliłam świeczkę i czekałam na cudowny aromat.
Tarta się stopiła, wosk się rozgrzał a ja nadal czekałam.. 15 minut, 20, pół godziny- nic.. Dorzuciłam kolejną ćwiartkę tarty. Po 10 minutach ledwo ledwo zaczął unosić się delikatny i bardzo miły zapach słońca, olejku do opalania i ogrzanej słońcem skóry. Dorzuciłam trzecią ćwiartkę tarty, a po jakimś czasie czwartą. Zapach stał się mocniejszy, ale po oddaleniu się o 3-4 kroki od kominka zanikał..
Pomyślałam, że trafiłam na delikatny zapach i że może tak właśnie ma być.. Wieczorem tego samego dnia postanowiłam spróbować kolejnego zapachu- tym razem ze świątecznej kolekcji. Wybrałam Holiday Bayberry bo wydawał mi się być najintensywniejszy. Zaczęłam tak samo- od ćwiartki tarty.. Sytuacja powtórzyła się ale tym razem nie dorzucałam systematycznie po 1/4 wosku tylko włożyłam wszystko za jednym razem. Coś było zdecydowanie nie w porządku. Przez kolejne kilka dni stopiłam 8 albo 9 tart i za każdym razem historia się powtarzała. Byłam maksymalnie zawiedziona.. Jak to? Czyżby internety kłamały? A może mój nos się popsuł :(
Postanowiłam dać szansę tarcie z regularnej oferty (do tej pory wybierałam zapachy z promocyjnych zestawów) Wrzuciłam do kominka pół tarty Midnight Jasmine. Po kilkunastu minutach w CAŁYM MIESZKANIU unosił się przepiękny intensywny zapach jaśminu. Zagadka się rozwiązała. Wszystkie 20 tart z promocyjnych zestawów było przeterminowanych/zwietrzałych/niepełnowartościowych- jak zwał tak zwał.
Byłam zniesmaczona, zdenerwowana i zła.. Ale najbardziej byłam chyba zawiedziona i smutna..
Napisałam do
Magdy B.- eksperta do spraw YC :3 i dałam Jej znać o moich doświadczeniach z tartami.
Pierwsze co poradziła mi Magda to napisanie do customer service. Tak. To właśnie robi się jak pojawia się problem z produktem. Szczerze przyznam, że zwyczajnie nie chciało mi się ślęczeć i pisać wiadomości, ale pomyślałam, że kurczę.. Wydałam ponad $25 i nic z tego nie mam. Jak nie napiszę, to będę jeszcze bardziej na siebie zła.
Usiadłam i napisałam długą wiadomość. Nie zwymyślałam nikogo, nie żądałam zwrotu pieniędzy, nie oskarżałam o oszustwo. Napisałam, że jestem zwyczajnie zawiedziona i smutna bo moje pierwsze zamówienie ever na które tak bardzo czekałam okazało się być bardzo słabej jakości. Że jestem bardzo zdziwiona brakiem intensywności zapachu tart YC, i na końcu napisałam, że po takim doświadczeniu nie będę zamawiała produktów ich marki.
Następnego dnia rano pierwsza wiadomość w mojej skrzynce była od przedstawicielki działu obsługi klienta Yankee Candle. Pani reprezentująca firmę przeprosiła za zaistniałą sytuację i zapytała które dokładnie tarty nie spełniają standardów jakości. Odpisałam zgodnie z prawdą, że w porównaniu z zapachem Midnight Jasmine- wszystkie 20 tart z promocyjnych opakowań jest niepełnowartościowych. Pani z customer service w kolejnym mailu zapytała mnie co chcę w zamian na felerne produkty. Miałam ogólnie odpisać że jeśli jest taka możliwość, to chcę tarty które spełniają wszystkie normy jakości ;) ale dzięki radzie Dobrej Duszyczki (dzięki Mamuś) wybrałam 20 konkretnych zapachów z dostępnej oferty i wysłałam jako załącznik do maila.
Nie chciałam żeby ktoś zdecydował za mnie jakie zapachy dostanę, bo mogłam wylądować znowu z czymś co mnie zawiedzie. W odpowiedzi dostałam potwierdzenie zamówienia za które nic nie musiałam płacić i kolejne przeprosiny za zaistniałą sytuację. To było w ubiegły weekend.
Wczoraj dostałam przesyłkę od Yankee Candle. W paczce znalazłam 21 tart. 20 tych które sama wybrałam i jedną dodatkową w prezencie (Summer Wish).
Różnica w jakości wosków z pierwszego zamówienia i drugiego zamówienia jest ogromna.
Teraz dopiero poznaję intensywność i moc o której tyle czytałam.
Jestem cały czas na etapie odbudowywania zdania o jakości produktów marki Yankee Candle.
Zdanie o jakości customer service (dziale obsługi klienta) mam już wyrobione :D
W USA takie traktowanie klientów to norma.
Jak jest teraz w Polsce? Miałyście jakieś doświadczenia z reklamacjami i działem obsługi klienta?
Jakiekolwiek..
Dajcie znać.
Buziaki!