Przez kilka ostatnich tygodni nie miałam melodii do palenia wosków zapachowych w domu. Widocznie podświadomie potrzebowałam przerwy.
Kilka dni temu znowu sięgnęłam po podgrzewacze, kominek i zapachy Yankee Candle. Zauważyłam pewne zjawisko. Woski które mam kompletnie nie pachną, albo pachną bardzo delikatnie. Niezależnie od ilości tego co wrzucę do kominka- zapach jest minimalny.
Wiem, że moja kolekcja była kompletowana przez wiele miesięcy i przez ten czas mogło się wydarzyć sporo rzeczy włączając w to zwietrzenie, przeterminowanie i złe przechowywanie.
Wszystkie moje zapachy YC trzymam zamknięte w kuchennej szufladzie bez dostępu do światła w temperaturze pokojowej. Nie wydaje mi się, żeby to była wina przechowywania.
Z pewnością kupowanie w promocji i na wyprzedażach też ma w tę sytuację spory wkład- w końcu nie wiadomo ile ten towar leżał u producenta (a potem u mnie).
Za każdym razem kiedy chciałam użyć zapachu, łamałam wosk na części, resztę pieczołowicie wkładałam do zaciskowego woreczka i oznaczałam jego nazwę.
Teraz wiem, że na dłuższą metę to nie jest dobry plan.
Woreczkowanie, kruszenie, oszczędzanie i przeciąganie żywotności wosków w nieskończoność..
Już nie będę tak robiła. Zależy mi na intensywnym zapachu, który wypełni cały dom. Podczas próbowania wosków innych firm, zauważyłam że Yankee Candle wcale nie jest liderem w jakości i trwałości zapachu. Wręcz przeciwnie. Wiele innych, powszechnie dostępnych i zdecydowanie tańszych wosków jest nieporównywalnie lepszej jakości niż YC..
Teraz pozostaje mi stopić wesołą gromadkę z poniższego zdjęcia jeden wosk po drugim (w całości), z nadzieją że któryś z nich wypełni mój dom zapachem..
Buziaki!
Showing posts with label mieszkanie. Show all posts
Showing posts with label mieszkanie. Show all posts
Saturday, May 7, 2016
Yankee Candle- ku przestrodze
Labels:
całe życie w biegu,
dom,
domestic goddess,
home,
lajfstajl,
mieszkanie,
plebs na obczyźnie,
przemyślenia,
smuteczek. pędzle,
taka sytuacja,
yankee candle,
YC,
zapach,
zapasy,
zbieractwo,
życie w USA
Sunday, February 17, 2013
Nowy domek mojej kolorówki
Od dawna planowałam sprawić sobie nowy domek na moją kolorówkę.
Nie jestem posiadaczką wielkich ilości kosmetyków kolorowych ;)
Do tej pory były poukładane w kilku pudełeczkach i pojemniczkach.
Zamarzył mi się jeden duży pojemnik z wieloma przegródkami i schoweczkami, który byłby do tego wszystkiego ładny, poręczny i funkcjonalny.
Jak z nieba spadła mi giftkarta (bon prezentowy) od mojego braciszka :) Spóźniony prezent na urodziny.
Do wykorzystania w Michaelsie (prezentacja Michaelsa w poprzednim poście *KLIK*)
Trafiłam idealnie na to co chciałam :)
Pojemnik przeznaczony jest do trzymania przyborów biurowych, ale ja bardzo często robię rzeczy na przekór i używam przedmiotów zupełnie inaczej niż zaleca producent ;)
Biały, obrotowy pojemnik z wieloma przegródkami, trzema szufladkami, wieszaczkami, gumkami na pędzle i miejscem na zdjęcie :)
Cudo!
ogromny, biały heksagonalny twór :D
Tak wygląda po wprowadzeniu lokatorów:
zmieściły się moje wszystkie kosmetyki kolorowe, pędzle i nawet perfumy :)
jak pędzle będą się zbytnio kurzyły na wierzchu, przeniosę je do pokrowca a w gumki włożę tusze do rzęs :)
uwielbiam to, że jest obrotowy i w mgnieniu oka mogę dotrzeć do tego, czego szukam :)
Tak wygląda w łazience:
:)
w miejsce na zdjęcie włożyłam moje ukochane jaskry (tło bloga ;)
marzy mi się, żeby kiedyś go postawić na mojej pierwszej, własnej, cudnej toaletce z wielkim lustrem :)
Buziak!
Labels:
dom,
kosmetyki,
Michaels,
mieszkanie,
prezent,
zakupy,
życie w USA
Thursday, January 31, 2013
Sekrety Domestic Goddess
Od kilku lat jestem panią domu, której popularna nazwa brzmi tutaj Housewife. W moich dokumentach widnieje jednak Domestic Goddess. Nasz księgowy od rozliczeń podatkowych kilka lat temu (przy pierwszym spotkaniu) powiedział, że nigdy nie uznawał za prawidłową nazwę Housewife (bo jak twierdzi: "nie można być przecież żoną domu, prawda? heloł!") i wpisał w mój zawód Domestic Goddes :)
Tego się trzymam!
![]() |
| źródło: internet |
Jako Domestic Goddess mam swoje sekrety ;)
Postanowiłam się nimi z Wami podzielić. Większość z nich jest zaczerpnięta z internetu i troszkę przeze mnie zmodyfikowana. Będę podawała źródła żebyście mogły poszukać oryginalnych przepisów jeśli będzieie miały ochotę.
Dzisiaj pokażę Wam jak robię ekologiczny i niedrogi płyn do czyszczenia powierzchni w całym domu (najczęściej używam go w kuchni i łazience).
Przepis na cytrusowy płyn czyszczący znalazłam na stronie Pinterest
Wychodzę z założenia, że im mniej składników tym lepiej. Płyn składa się z czterech (przy czym czwarty jest opcjonalny- dodawany przeze mnie, żeby uprzyjemnić zapach)
Potrzebujemy:
skórki z owoców cytrusowych (cytryna, pomarańcze, grapefruity)
ocet spirytusowy (biały)
woda
(opcjonalnie) olejek zapachowy
słoik z zakrętką (około 0,5-0,7 litrowy)
naczynie z dziubkiem (albo lejek) do przelewania płynów do butelki
pusta butelka z atomizerem
pipetka kropelkowa do odmierzenia olejku
najczęściej używam grapefruitów bo lubię je jeść i zauważyłam, że dają najmocniejszy cytrusowy zapach w gotowym już płynie czyszczącym
Za każdym razem kiedy jem owoca cytrusowego- wkładam skórki do słoika i zamykam go. Najlepiej jest zjeść tyle owoców za jednym razem, żeby napełnić cały słoik skórkami. Tak zebrane skórki zalewam białym octem spirytusowym (spożywczym) i zamykam słoik. Cierpliwie czekam około tygodnia aż wszystkie cytrusowe właściwości nabłyszczające i czyszczące połączą się z octem (cytrusy nadadzą również miły zapach octowi, który sam w sobie nie jest przyjemny dla nosa)
Po około tygodniu zawartość słoika wygląda mniej więcej tak:
Po odcedzeniu octu i przelaniu go do naczynia z dziubkiem, otrzymuję zabarwiony na żółto, silnie aromatyczny, skoncentrowany płyn:
Płyn przelewam do butelki z atomizerem:
Dolewamy wody, żeby rozcieńczyć koncentrat cytrusowo-octowy. Ilość wody zależy od tego jak bardzo skoncentrowanego płynu potrzebujemy- ja zazwyczaj stosuję proporcje 1:2 czyli jedna część koncentratu i dwie części wody, czyli 250 ml koncentratu plus 500 ml wody.
Dolewam wody:
na tym można skończyć produkcję płynu, ale ja dodaję jeszcze 5 kropli mocno skoncentrowanej esencji z olejku z trawy cytrynowej (mam wersję kosmetyczną olejku- bezpieczną dla skóry), żeby wzmocnić cytrusowy zapach
za pomocą pipetki odmierzam około 5-7 kropli oleku
i dodaję do gotowego płynu
zakręcam butelkę i potrząsam mieszając wszystkie składniki.
Gotowe :)
Płyn ma lekki zapach octu, do którego trzeba się przyzwyczaić (jednak bardzo szybko wietrzeje z wyczyszczonych powierzchni).
Używam już piątej butelki i jestem mega zadowolona.
Płyn świetnie radzi sobie z czyszczeniem łazienki: zlewu, wanny, muszli klozetowej, kafelków, podłogi, powierzchni szafek itd.
Używam go w kuchni do wszystkich blatów, stołów, zlewu, tacki na miseczki Nuszkisa (płyn jest zwierzako-przyjazny i całkowicie naturalny), sprawdza się znakomicie do czyszczenia kuchenki- wszystkie świeże (nie pozasychane) plamy z jedzenia po gotowaniu znikają w ekspresowym tempie. Kilka razy udało mi się odczyścić również zaschnięte przypalenia przy palnikach, ale wtedy spryskałam brudną powierzchnię obficie i zostawiłam na pół godziny do odmoknięcia.
Miłego eksperymentowania!
Buziaki :)
Sunday, December 16, 2012
Holiday Season
Zrobiło się świątecznie :) W środku naszego budynkowego patio zagościły światełka. Pierwszy raz odkąd tu mieszkamy jest tyle ozdób. Cudnie to wygląda wieczorem i w nocy.
Teraz naprawdę wygląda tu jak w Zaczarowanym Ogrodzie..
Buziaki!
Thursday, November 29, 2012
Deszcz!
Zaczyna się pora deszczowa. Tu nie ma czterech wyraźnych pór roku jak w Polsce. Są dwie.
Pora sucha obejmuje polską wiosnę, lato i jesień.
Zimą nastaje pora deszczowa.
Lubię jak pada deszcz. Myślę wtedy o Polsce :)
Rośliny, które rosną w środku budynku, w którym mieszkam. Mają ogromne liście. Jak parasole :)
Są zielone przez cały rok. Nawet teraz jeszcze zieleńsze :)
W środku budynku mamy cudnie szumiącą fontannę i trochę zieleni.
Lubię to miejsce. Panuje tu rewelacyjny mikroklimat. Latem jest chłodniej niż na otwartej przestrzeni, mimo, że na zewnątrz panują strasznie męczące upały. Zimą jest przyjemnie bo nie czuć zimnej bryzy znad oceanu.
Taki nasz mały prywatny park.
I jeszcze coś cudnego na koniec.
Miła niespodzianka na oknie w kuchni :) Zakwitł ponownie mój kochany storczyk kropkowany. Prezent od rodziców.
Pora sucha obejmuje polską wiosnę, lato i jesień.
Zimą nastaje pora deszczowa.
Lubię jak pada deszcz. Myślę wtedy o Polsce :)
Rośliny, które rosną w środku budynku, w którym mieszkam. Mają ogromne liście. Jak parasole :)
Lubię to miejsce. Panuje tu rewelacyjny mikroklimat. Latem jest chłodniej niż na otwartej przestrzeni, mimo, że na zewnątrz panują strasznie męczące upały. Zimą jest przyjemnie bo nie czuć zimnej bryzy znad oceanu.
Taki nasz mały prywatny park.
I jeszcze coś cudnego na koniec.
Miła niespodzianka na oknie w kuchni :) Zakwitł ponownie mój kochany storczyk kropkowany. Prezent od rodziców.
Ściskam i pozdrawiam!
Labels:
California,
deszcz,
mieszkanie,
patio,
pogoda,
życie w USA
Subscribe to:
Posts (Atom)

