Monday, March 11, 2013

Zmiany.. Dior Addict to life

Zmieniam zapach. Nie wiem jeszcze na jaki. W ciągu ostatnich kilku dni zamówiłam na ebayu kilka mini wersji perfum, które wpadły mi w oko. To dosyć nietypowy sposób kupowania perfum, szczególnie w moim wykonaniu. Na oko.. Teraz, kiedy o tym piszę jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to szalone. Z drugiej strony nie byłabym szczęśliwa, jeśli miałabym się wybrać do Sephory, Macys albo Ulta i utonąć w oceanie testerów, karteczek i nadgarstków..

Nie przestałam lubić D&G light blue. To moja bezpieczna przystań. 

Dzisiaj przyszła pierwsza mała buteleczka. Dior Addict to life.

Nuty zapachowe:
nuta głowy- granat, malina, brzoskwinia
nuta serca- jaśmin, róża, konwalia
nuta bazy- drzewo cedrowe, piżmo



Pachniałam nimi cały dzień. Oswajałam je i poznawałam. Właściwie cały czas mam nadgarstek przy nosie. Nazwałam je w głowie przy pierwszym wdechu. Pachną dla mnie jak czarna herbata. Jak dobrej jakości, aromatyczna, mocna, czarna herbata.



Mam pamięć zapachową. Wszystko co się wydarzyło, każda osoba którą spotkałam i zapadła mi w pamięć jest dla mnie zapachem. Zapachy budzą we mnie wspomnienia. Często jest tak, że nie pamiętam twarzy albo imienia.. Pamiętam zapach. Każde miasto w którym byłam ma swój zapach. Każde wydarzenie, każde pomieszczenie, nawet pora dnia..

Dzisiaj powitałam w mojej kolekcji czarną herbatę :)

Kolejnym gościem, który zawitał dzisiaj w moje progi to zestaw ochraniaczy na pędzle. 15 fioletowych siateczek do nakładania na włoski po czyszczeniu. Będę używała ich w podróży.


Wszystkie są tego samego rozmiaru i idealnie pasują na duże i średnie pędzle. Mały pędzelek, którego używam do cieni utonął w szerokich czeluściach siateczki bez dostępu powietrza.. Życzę mu powodzenia w wysychaniu..


Oprócz dwóch wyczekiwanych fioletowych przesyłek, dostałam coś, co spóźniło się 12 lat :D 
W swojej skrzynce znalazłam magazyn 'Seventeen', którego nie zamawiałam ani nie zaprenumerowałam :D. Gazeta dla nastolatek :) To miłe, że los chce pokazać mi, że nie jestem jeszcze taka całkiem stara..
Czuję się młodo i nikt mi jeszcze nie musi niczego udowadniać ;)

W gazecie znalazłam milion propozycji modowych, z których nie skorzystam.. Takie gazety można kupować jako ostrzeżenia. Uwaga! W tym sezonie nastąpi zagęszczenie dżinsowych koszul z ćwiekami oraz wysyp przesadnie krótkich spodenek z ręcznie wszytą koronką (w półmroku z jednym okiem zamkniętym i trzęsącymi się rękami) Yeah! 
Spojler: wąsy jeszcze nie wyszły z mody, więc wszystkie dziewczyny, które mają wąsate pierścionki i naszyjniki mogą spokojnie odetchnąć z ulgą i jeszcze nie wyrzucać swoich modnych gadzetów. 
O sowach nic mi nie wiadomo..

Wracając do perfum. Ostatnio w Ulta wąchałam zapachy M. Jacobsa (jestem zauroczona Daisy, ale nie mogę nigdzie znaleźć miniaturki, która nie byłaby w zabójczej cenie). Pośród kilku, którymi pskinęłam karteluszki i nadgarstki znalazł się zapach Dot.. Jestem w stu procentach przekonana, że po powąchaniu go miałam taką samą minę jak pani modelka:



Tym radosnym akcentem kończę i wracam do lektury. 
Przede mną jeszcze kreacje na prom oraz 'OMG! What His Weird Texts REALLY Mean!'
OK, pokażę Wam kreacje ;)  (źródło: gazeta Seventeen)




i ostatnia, moja ulubiona:

kreacja-wyzwanie, czyli ulepcie sobie sukienkę i garnitur z taśmy klejącej, idźcie w niej na prom i zgłoście się w konkursie a będziecie mieć szansę na $5.000 stypendium :) Jacyś chętni?

Taki to miły przesyłkowy dzień dzisiaj miałam :)


Wkrótce kolejne zapachy. Nie mogę się doczekać :)

Buziaki!




Saturday, March 9, 2013

Zapowiedź nowej zabawy :)

Wczoraj znalazłam pigmenty, które kupiłam kilka miesięcy temu z myślą o robieniu kolorowych mydeł. Przeglądająć je poczytałam etykiety i na wielu z nich była informacja, że są bezpieczne do użytku na oczach.. 
Hmmmm.. 
Zaczynamy więc zabawę w robienie ręcznie prasowanych cieni do powiek. 
Yeah! Już zamówiłam na ebayu pustą paletkę :D

Mam do dyspozycji takie kolory:




Niektóre z nich mają całkiem przyzwoitą pigmentację:

Zrobiłam na próbę pięć odcieni brązu, ale nie dodałam gliceryny, bo wtedy jeszcze o niej nie wiedziałam :) (czytałam, że minimalna ilość gliceryny zapobiega pyleniu) Cienie strasznie się osypują przy nakładaniu i nabieraniu na pędzel.

Moje pierwsze dzieło:

Nie wiem ile będzie trwała dostawa ebayowej paletki. Jak tylko do mnie dotrze postaram się zrobić posta o ręcznie robionych cieniach do powiek :)


Buziaki!

Friday, March 8, 2013

Zakupy- Almay oil-free eye makeup remover pads

Zawsze byłam ciekawa jak działają nawilżane płatki do demiakijażu oczu. Kilka razy podczas zakupów wpadły mi w ręce, ale zawsze miałam zapas kosmetyków do demakijażu w domu i nigdy się na nie nie zdecydowałam. Przeglądając gazetki promocyjne z tego tygodnia, obliczyłam, że w połączeniu z moimi kuponami uda mi się kupić dwa opakowania takich płatków za mniej niż dolara :D
Wybrałam się do Walgreens i oto są:

Dwa opakowania nawilżanych płatków do demakijażu oczu marki Almay z aloesem, ogórkiem i zieloną herbatą.


Płatki mieszkają w bardzo szczelnym plastikowym słoiczku. Jest ich 80. Zastanawiałam się, jak to możliwe, żeby w takim małym pojemniczku zmieściło się aż tyle płatków. 


Oto odpowiedź :)
Są mega cieniutkie.


Delikatnie nasączone płynem do demakijażu. Producent zapewnia o 100% braku zapachu, co absolutnie nie jest prawdą. Zaraz po otwarciu opakowania uderzyła mnie bardzo intensywna mieszanka amoniaku z alkoholem (?).. Zdecydowanie niezbyt przyjemna dla nosa..


Dzisiaj miały swoją premierę. Do demiakijażu oczu zużyłam 4 płatki (po 2 na każde oko). Zaznaczam, że nie używam wodoodpornych kosmetyków.. Zobaczymy jak ułoży nam się współpraca..

 skład

I najprzyjemniejsza część zabawy:


Zebrałam moje kupony i promocje wewnątrzsklepowe (zawsze wcześniej kilka razy sprawdzam, czy nigdzie się nie pomyliłam i czy moje obliczenia są prawidłowe)
Dziewczyna przy kasie bardzo kombinowała, bo kupon sklepowy nie chciał się zeskanować i musiała ręcznie zmodyfikować ceny kosmetyków.. 
Tak jak planowałam- zapłaciłam mniej niż dolara za dwa opakowania. 
98 centów razem z podatkiem. 
49 centów za oba opakowania płatków plus 49 centów podatku :)


Każde z opakowań kosztowało $4.99 
Sklep miał gazetkową promocję: kup jeden produkt Almay w normalnej cenie a za drugi zapłać połowę.
Dodatkowo w gazetce był kupon na $2 przy zakupie produktu Almay.
W moim magicznym segregatorze znalazłam kolejny kupon o wartości $5 przy zakupie dwóch produktów Almay.
 Kupony sklepowe można łączyć z kuponami od producenta (tak otrzymujemy najlepsze promocje)


Miły prezent na dzień kobiet :) 
91% zniżki


Mam nadzieję, że już niedługo kupony dotrą do Polski ;)


Jestem ciekawa jak sprawdzi się demakijażowy produkt wiodącej marki w Ameryce ;)

Buziaki!



Wednesday, March 6, 2013

Własnoęcznie robione musujące cuda do kąpieli

Macie ochotę na serię postów z pomysłami na ręcznie robione kosmetyki?
Od kilku lat robię różne kosmetyczne cuda i chętnie podzielę się z Wami moim doświadczeniem :)



Dzisiaj pokażę Wam jak zrobić musujące bomby do kąpieli.
Zdjęcia i opisy są mojego autorstwa. Po raz pierwszy publikowałam je w 2011 roku u siebie na Fejsbuku.

Zaczynamy.

Składniki


suche:
230 g sody
130 g kwasku cytrynowego w proszku (kryształ)
130 g mąki kukurydzianej lub ziemniaczanej (ja używam kukurydzianej)
130 g soli Epsom (relaksującej)


mokre:
niecała łyżka wody
2 łyżki olejku zapachowego (kosmetycznego)
2 łyżki lekkiego oleju (z pestek winogron, słonecznika..)
barwnik spożywczy (niekoniecznie)

sprzęt:
waga
duża miska
łyżka
miarka
coś do mieszania (może być ręka :)
forma (do kostek lodu, lub jaką kto ma- im mniejsze będą bomby tym szybciej wyschną)





Odmierzamy każdy z suchych składników na wadze. Wsypujemy wszystkie do miski. Dokładnie mieszamy.




Połączone suche składniki mają konsystencję delikatnego piasku (milutką :)
Odstawiamy je na bok i zajmujemy się składnikami mokrymi.


Do małej miseczki nakładamy odrobinę barwnika spożywczego i łączymy go z wodą. Odmierzamy i dodajemy olej i olejek zapachowy. Mieszamy.



Dodajemy mokre składniki do miski z suchymi. Od razu mieszamy, żeby powstało jak najmniej piany (woda reaguje z sodą i kwaskiem cytrynowym).


Mieszamy dokładnie (ręką :) aż wszystko się pięknie połączy. Powinno mieć konsystencję delikatnie mokrego piasku.
Tak jak na zdjęciu powinna utworzyć się "kula" (zgniotek, który się nie rozpadnie)




Bierzemy wcześniej wybraną formę i pakujemy bardzo mocno przyciskając i ugniatając palcami naszą zgniotkową masę.



Forma z nałożoną masą musującą:



Czekamy cierpliwie około godziny/półtorej (w tym czasie wszystko pięknie myjemy i sprzątamy) :)
Delikatnie wyjmujemy nasze musujące bomby odwracając formę do góry dnem (można postukać łyżką)



Nasze gotowe bomby powinny odpocząć około dwóch dni. Przez ten czas wyparuje z nich cała wilgoć oraz woda i będą twarde jak kamień.


Do przepisu można dodać przeróżne zioła albo płatki suszonych kwatów.




Takie własnoręcznie zrobione bomby musujące to świetny pomysł na prezent :)



Powodzenia!

Buziaki!