Mi na przykład ostatnio skończyło się kilka kosmetyków i nie-kosmetyków, których opakowania wylądowały w pojemnej torbie z Bath and Body Works. Odkąd zaczęłam pisać bloga mam motywację, żeby wykończyć wszystkie pootwierane i nie-do-końca-zużyte produkty. Są ich jeszcze miliony ;)
6 mydeł antybakteryjnych w piance i jedno w żelu z Bath and Body Works
nie jest tajemnicą jaki zapach podbił moje serce ostatnimi czasy *KLIK*
Dwa opakowania po kremach pod prysznic.
True blue spa- delkiatny, nawilżający, średnio się pienił.
Breathe Comfort- cudny waniliowo-mleczny zapach, konsystencja balsamu do ciała, zero piany ;) Już nie ma tej linii w sprzedaży..
Cztery żele pod prysznic. Fioletowy Aromatherapy night time tea- lawendowy zapach, który bardzo szybko zaczął mnie drażnić.. Orange Sapphire- uwielbiam- zapach bloody orange.. Mmmmmmmm ❤ Sheer Frezja- spory zawód, pachniał kwiatowo, ale to nie były kwiaty frezji.. Secret Wonderland- jeden z niewielu złożonych zapachów, który sprawia mi przyjemność :)
Niekosmetycznie :)
Woski do kominków, o których możecie poczytać *TUTAJ*
Małe buteleczki szamponów i odżywka marki Clear. Spodobały mi się do tego stopnia, że teraz używam pełnowymiarowego opakowania :)
Mała odzywka TRESemme na rozdwojone końcówki- ehhh.. cóż, odżywka jak odżywka (rozdwojonych końcówek bynajmniej nie naprawiła)
Delikatnie peelingujące mydełko naturalne z płatkami owsianymi marki Nature's Gate. Sprawiało mi przyjemność za każdym razem kiedy go używałam. Bezzapachowe, dobrze się pieniło, delikatnie masowało i peelingowało. Nie zauważyłam nawilżania- skóra była lekko napięta i troszkę przesuszona. Mam jeszcze jedną kostkę :D
Próbki i próbeczki.
Origins Plantscription z filtrem SPF 25, antystarzeniowy ;) średnio przyjemny, chemiczno-ziołowo-roślinny zapach- bardzo podobny do linii Nutriganics z The Body Shop.
SKIN79 tlenowy preparat zmywający kremy bb. Ciekawe doświadczenie. Płyn w kontakcie ze skórą pęczniał i można było odczuć jak pękają małe tlenowe banieczki :) Serio! Spełniał swoje zadanie. Wydajny- ta mikroskopijna próbeczka starczyła mi na 3 użycia.
Black Head Pore Strip marki Pilaten. Maseczka na okolice nosa, która działa jak plaserek peel off. Produkt ma za zadanie oczyścić naszą skórę z wągrów i zaskórników. Używałam jej razem z mężem. Przy systematycznym stosowaniu widać rezultaty. Bardzo wydajna.
Primera- peeling do ciała ze sproszkowanymi nasionami lotosu, kiełkami jagody i brązowym cukrem. Ma przezroczystą konsystencję o gęstości nie do końca zastygniętej galaretki z zatopionymi drobinkami. W kontakcie z wodą momentalnie zamienia się w mleko. Serio! Ma przemiły zapach ale wcale a wcale nie peelinguje..
Krem i esencja koreańskiej marki The History Of Qi and Jin. Ciekawy duet. Ma bardzo charakterystyczny zapach. Pachnie jak bardzo elegancka, spryskana ciężkimi perfumami starsza pani w futrze wyjętym z szafy w której wiszą saszetki na mole.
Wkład do zapachu do kontaktu marki Bath and Body Works. Jestem maniakiem ładnego zapachu w domu. W każdym pomieszczeniu mam w kontakcie odświeżacz/umilacz powietrza z serii Wallflower. Uwielbiam tę linię. Najbardziej lubię zapach drzewka choinkowego :) Czasami pachnie u mnie Bożym Narodzeniem w środku lata :D
Zgrupowanie różności kolorowych.
Tusz do rzęs marki Black Radiance (firma kosmetyczna dla czarnoskórych) kupiłam go w strasznym pośpiechu. Skończył mi się tusz do rzęs i przypomniałam sobie o tym w kolejce do kasy. Chwyciłam pierwszy lepszy z przykasowego stojaka.. Błąd.. Za każdym razem byłam pandą.. Porażka..
Dwa kilkuletnie błyszczyki niewiadomych firm wygrzebane z czeluści torebek. Najśmieszniejsze jest to, że oba dostałam i żadnego z nich nie miałam na sobie ani razu.. Oba naszpikowane brokatem do granic możliwości :D
Pomadka Maybelline w kolorze pastelowej marchewki. Po brzegi wypełniona brokatem.. Skąd ja mam takie wynalazki?
Tusz do rzęs Almay one coat. Bradzo go lubiłam. Świetnie wydłużał i rozdzielał rzęsy. Wygodna szczoteczka i miły kolor (brown/black) niestety wysechł na wiór po trzech miesiącach..
Trzy dezodoranty.
Próbka Dove. Antyperspirant o miłym zapachu. Skuteczny, zapewniał ochronę na cały dzień.
Lady Speed Stick w kulce. Zdecydowanie wolę wersję w sztyfcie. Kulkowa nie działa tak długo. Miły zapach.
Fa Active Pearls. Bardzo sympatyczny różany zapach. Skuteczna ochrona.
L'Oreal mineralny eyeliner w proszku- porażka nad porażkami. Zero pigmentu, natychmiastowy efekt szarej pandy, straszna aplikacja..
Własnoręcznie robiony tinted moisturizer. Krem nawilżający plus sypki puder mineralny :) Bardzo dobrze się u mnie sprawdzał do momentu, w którym przestałam kombinować i kupiłam sobie kremy bb z Korei :) i prawdziwy krem tonujący z Physicians Formula :)
Próbkowe opakowanie chusteczek nawilżanych Pampers. Świetne do torebki na spacery z Dzieciną. Pogromcy brudnych rąk i świeżych plam na ubraniach. Dają radę również jako chusteczki do demakijażu :)
Organiczne płatki kosmetyczne z drogerii CVS. Nie wiem czym różnią się od 'zwykłych' płatków kosmetycznych. Hmmmm.. Organicznie uprawianą bawełną.. LOL, kupiłam je bo były w promocji 75% taniej.
Strasznie drażni mnie nadużywanie słowa 'organiczne'.. Dawdzieścia lat temu prawie wszystko było organiczne i nikt się tym tak nie jarał..
OLAY płyn do demakijażu do cery wrażliwej. Bezzapachowy, dobrze się pieni, dokładnie oczyszcza. Polubiłam go. Mój mąż również :)
Śliwkowo- cukrowy odświeżacz powietrza. Niejeden raz robiłam rundkę po domu psikając jak szalona w każdy kąt. Cudny, zimowo-świąteczny zapach. Limitka z 2011 roku.
Jeśli miałabym określić jednym słowem zakupy w outletach- pierwszym skojarzeniem jakie przychodzi mi do głowy jest loteria. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo na co się trafi. Wiele razy bywało, że wybierałam się po sweter, a wracałam z uroczą parą butów ;) albo nastawiałam się, że kupię spodnie a w ręce wpadały mi orzeszki w mlecznej czekoladzie :D
Ostatnio widziałam samochodzik (były dwie sztuki) z bajki Scooby Doo, ale nie byłam pewna czy spodoba się małemu kuzynkowi mojej Dzieciny i wolałam się upewnić. Przyszłam dwa dni później bo okazało się, że to strzał w 10. Już nie było po nich śladu i nie wiadomo czy jeszcze będą.. Ehhh..
Wracając do tematu :)
Już przestałam się nastawiać na zakup konkretnych rzeczy kiedy wybieram się do outletów. Jak pewnie wiecie, moim najulubieńszym sklepem tego typu jest ROSS. Już wiem, że jeśli na coś trafię- będzie to najprawdopodobniej jedyna szansa. Wiele rzeczy widziałam tylko jeden raz i później się już nie powtórzyły.. Jestem bardzo szczęśliwa, że ostatnio coraz częściej widuję rzeczy mojej ulubionej kosmetycznej marki Physicians Formula :D Oto co ostatnio udało mi się wyszukać:
puder brązujący Cashmere wear (mam róż z tej serii i go uwielbiam :) oraz pomadkę Happy Booster w odcieniu I ❤ Nude
ceny Rossowe są nie do przebicia (w drogeriach nawet z kuponami i sklepową promocją jest trudno je przebić)
puder z $13.95 na $3.99... pomadka z $8.95 na $2.99
❤
dla mnie to bardziej koral niż nude :D
najjaśniejszy puder brązujący jaki miałam, nie sposób zrobić sobie nim krzywdę ;)
pomadka i puder w akcji
zakupy z ostatniej chwili- nie miałam pojęcia, że PF ma w swojej ofercie pędzle
ceny milusie i przyjemne :)
bambusowy kabuki z naturalnego włosia (nigdy nie miałam pędzla z włosia ;) oraz niebieski do pudru mineralnego
To już druga paczuszka z miniaturkami zapachów. Z pierwszej *klik* wyłoniłam kilka, które mogłabym przygarnąć na dłużej :) jednak żaden z zapachów mnie całkowicie nie uwiódł..
Im więcej się nad tym projektem zastanawiam tym bardziej dochodzę do wniosku, że ilość mini buteleczek jakie już posiadam zaspokoi moje zapachowe potrzeby na spory kawałek czasu. Lubię mieć wybór. Lubię różnorodność, ostatnio bardzo drażni mnie zamykanie się w określonych ramach (nawet jeśli tymi ramami jest zapach).
Pewnie nie zdziwi Was, że za jakiś czas pojawi się trzecia (ostatnia już) przesyłka z mini zapachami.
Si Lolita by Lolita Lempicka
różowy pieprz, żywica elemi, bergamotka, pachnący groszek, tonka, paczula, bursztyn, tonka, mandarynka, pszonka, heliotrop
niestety zawartość buteleczki całkiem rozlała sie w transporcie i nie mam możliwości przetestowania tego zapachu.. :(
Czas na typowo kosmetycznego posta :)
Mały przegląd ulubieńców. Kosmetyki kolorowe po które sięgam kilka razy w tygodniu :)
dwie paletki essence
nr 12 purple day oraz 05 to die for
najciemniejszego matowego brązu (z paletki po prawej stronie) używam do brwi- moje odkrycie ostatnich tygodni :)
własnoręcznie prasowane cienie do powiek z mineralnego pigmentu
Physicians Formula 'Peachy glow' bronze gems- matte and bright: bronzer, hightlighter and eye shadow
matowej części (największej powierzchni) używam do knturowania twarzy
miks wszystkich kolorów nakładam na szyję i dekolt
w środku jest wbudowane lusterko i pędzel, którego nie używam, bronzer nakładam pędzlem do różu ecotools :D
Physicians Formula 'Cashmere glow' róż w kolorze Natural
delikatny matowy miks dwóch kolorów
od samego początku używam dołączonego pędzelka (w opakowaniu jest również lusterko)
używam go do wykończenia makijażu i delikatnych poprawek w ciągu dnia
kupiłam go zupełnie impulsywnie (przed wyjściem z samochodu popatrzyłam w lusterko i zauważyłam, że mam trochę świecące czoło co mi się bardzo rzadko zdarza- to był najjaśniejszy puder jaki udało mi się znaleźć)
koreański krem BB (różowy)
Physicians Formula Organic wear- tinted moisturizer w kolorze Light to Natural
używam ich na przemian albo łączę
tak wyglądają osobno
tak wyglądają zmieszane (dają średnie krycie)
korektory
od prawej: CoverGirl, Physicians Formula, e.l.f
najczęściej mieszam wszystkie razem (zapewniają bardzo dobre krycie)
CoverGirl jest najlżejszy i najrzadszy
e.l.f jest ciemny i trochę się boję używać go samego
Physicians Formula jest najcięższy i najbardziej kryjący, trochę trudno się go rozprowadza, jest gęsty
baza pod cienie Too Faced Shadow Insurance
uwielbiam :)
dwa ulubione tusze do rzęs
essence multi action oraz Rimmel Extra WOW Lash
oba tusze mają klasyczne szczoteczki
ukochany eyeliner w pisaku Physicians Formula Eye BOOSTER 2 in 1
serum na porost rzęs i eyeliner w jednym
najwygodniejszy aplikator pędzelkowy na świecie- uwielbiam
Na koniec mój kotkowy puszysty grubasek, który spędził pół dnia śpiąc na plecach/grzbieciku :D